Siedziałam na łóżku gapiąc się na ściane, na
zegarku widniała godzina 5.30 rano. Odkąd moi rodzice nas zostawili wstawałam
tak wcześnie. Musiałam Carrie wyprawić do szkoły, sama się do niej przygotować.
Chociaż na lekcjach jestem nieobecna, moje myśli zawsze zajęte są czymś innym.
Zaczynam oddalać się od Alex, nie mam na nic czasu. Uwagę poświęcam młodszej
siostrze, muszę jej pokazać, że jest dla mnie ważna, że nigdy jej nie zawiodę.
Przeniosłam wzrok na walizki, które stoją w moim pokoju i czekają aż ktoś je
łaskawie rozpakuje. Nie mogłam mieszkać w starym domu, tam wszystko
przypominało mi rodziców. Sprzedałam dom i kupiłam mniejszy kilka przecznic
dalej, z dala od tego miejskiego zgiełku. Carrie nie rozumiała dlaczego, ale
nowy pokój przypadł jej do gustu, więc już o nic nie pytała. Podniosłam się
leniwie z łóżka, spojrzałam za okno - no tak. typowo Londyńska pogoda.
Zgarnęłam ciuchy, które wcześniej przygotowałam i poszłam do łazienki. Widok
był niecodzienny, moja młodsza siostra siedziała w łazience i się stroiła. Jest
dopiero przed 6, a ona już na nogach. Spojrzałam na nią zdziwionym wzrokiem, a
ona tylko głośno westchnęła.
- Chloe, jak myślisz czy to pasuje do tych butów?
- czemu się tak stroisz?
- chyba nie chcesz mi powiedzieć, że zapomniałaś.
- o czym słoneczko?
- dzisiaj do szkoły przyjeżdża One Direction, a ja mam z nimi zajęcia!
- no tak, zapomniałam. wybaczysz mi?
- jak zrobisz mi na śniadanie tosty z nutellą to tak.
- oczywiście. wezmę prysznic i idę zrobić Ci śniadanie.
- Chloe..
- tak Carr?
- kocham Cię, jesteś najlepszą siostrą na świecie.
- też Cię kocham malutka, szykuj się, a ja pójdę do drugiej łazienki.
- Chloe, jak myślisz czy to pasuje do tych butów?
- czemu się tak stroisz?
- chyba nie chcesz mi powiedzieć, że zapomniałaś.
- o czym słoneczko?
- dzisiaj do szkoły przyjeżdża One Direction, a ja mam z nimi zajęcia!
- no tak, zapomniałam. wybaczysz mi?
- jak zrobisz mi na śniadanie tosty z nutellą to tak.
- oczywiście. wezmę prysznic i idę zrobić Ci śniadanie.
- Chloe..
- tak Carr?
- kocham Cię, jesteś najlepszą siostrą na świecie.
- też Cię kocham malutka, szykuj się, a ja pójdę do drugiej łazienki.
Po
czteredziesto minutowym ogarnianiu się wyglądałam jak człowiek. Nie uważałam
się za brzydką, ale miałam swoje urojone kompleksy. Wyszłam z łazienki, aby
zrobić młodej śniadanie, zaś ona w tym momencie oglądała z wielkim skupieniem
wywiad ze swoimi idolami. Zaśmiałam się pod nosem, bo wiem że ten dzień będzie
przełomowy, będzie nawijać o nich przez następne kilka tygodni. Czekając aż
woda się zagotuje wyjęłam z kieszeni telefon, aby zobaczyć czy ktoś napisał.
Miałam mnóstwo nieprzeczytanych wiadomości, ale nie miałam do nich siły, ludzie
mnie zapraszali na imprezy, a ja za każdym razem odmawiałam. Nie miałam z kim
zostawić Carrie, a jest jeszcze za mała na to, aby siedzieć sama przez pół
nocy. Poza tym nie jestem typem imprezowiczki, która lubi pary hard codziennie
tudzież w każdy weekend. Lubię iść na imprezy, ale na takie bardziej
przyzwoite. Nie jara mnie seks na stole czy granie w butelkę na szybki numerek.
Brzydzę się tym, ale niestety takie są realia XXI wieku, w którym niestety
muszę żyć. Czasami chciałabym się cofnąć w czasie, móc ominąć seks afery i inne
typu sprawy, które są w dzisiejszych czasach na porządku dziennym.
- Chloe, o czym tak myślisz?
- o niczym specjalnym, masz tutaj tosty, a ja pójdę się pomalować.
- dziękuję.
Uśmiechnęłam się do siostry i poszłam zrobić makijaż. Pomimo iż nie miałam na
niego ochoty, to nigdy nie wychodziłam do szkoły bez makijażu. Nie robię
jakiegoś niewiadomo jak scenicznego, tylko zwykły, najprostszy. Maskara,
podkład, korektor, odrobina pudru czasami róż na policzki i eye-liner.
Po
dwudziestu minutach zeszłam na dół, dziwne że Carrie już na mnie czekała. No
tak, dzisiaj jej wielki dzień. Założyłam jej kurtkę, szczelnie owinęłam
szalikiem i czapka na głowę. Obie wyszłyśmy z domu, ja na zajęcia artystyczne a
ona do szkoły na spotkanie z One Direction. Całą drogę mówiła tylko o tym, że
chciałaby mieć takiego brata jak Louis, bo on jest taki śmieszny. Nie mam
pojęcia co ona w nich widziała, ale cieszyłam się, że chociaż ona ma coś, co
powoduje u niej promienny uśmiech każdego dnia. Specjalnie dla nich uczy się
grać na gitarze, godzinami siedzi nad ich tekstami piosenek, aby je zapamiętać.
Jest ich chyba największa fanką z tego przedziału wiekowego.
- jesteśmy już, mam Cię odebrać o tej samej godzinie co zawsze?
- dzisiaj kończymy tak samo, ale możesz być wcześniej, poznasz chłopaków.
- nie muszę, będę jak zawsze. leć już.
- kocham Cię, do później.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć bo wystrzeliła jak z procy. Czyli teraz uśmiech z
twarzy schodzi i idę na zajęcia ze znienawidzoną nauczycielką, która czepia się
o wszystko. Tak bardzo jej nienawidzę, że mam ochotę zabić, ale zajęcia są dla
mnie ważne, są pewną odskocznią. W momencie gdy śpiewam mogę wyrzucić z siebie
wszystkie złe uczucia, a na ich miejsce wchodzą pozytywne wibracje. Dzisiaj
miałam zaśpiewać solo piosenkę Demi Lovato - Skyscraper. Ta piosenka budzi we
mnie takie uczucia, że często przy niej płaczę. Wiem to może się okazać dziwne,
ale po tym wszystkim co Demi przeszła, nie jest trudno rozpłakać się przy tego
typu piosenkach. Dla mnie ona jest bohaterką. Moje przemyślenia przerwała moja
przyjaciółka Alex.
- Chloe, wołam Cię i wołam, co się dzieje?
- Alex! tęskniłam!
- jakie powitanie, co się dzieje hey?
- nic nic. zaraz święta, a ja nawet ich nie czuję..
- wiem co czujesz, przyjdziesz do nas z Carrie w pierwszy dzień świąt?
- no pewnie, to nasz tradycja, więc na pewno będę.
Dalej rozmawiałyśmy o nadchodzącej imprezie sylwestrowej, mam nadzieję, że
rodzice Alex wezmą do siebie Carrie, bo inaczej nici z Sylwestra, a nie
chciałabym go opuścić, w końcu będą tam wszyscy moi znajomi. Doszłyśmy z Alex
do szkoły i na tym się skończyło, każda z nas poszła w inną stronę. Po drodze
zaczepiła mnie Margaret, mówiła coś o imprezie, ale ja się wyłączyłam. Byłam
ciekawa jak tam Carrie na spotkaniu z One Direction. Teraz tylko przetrwać
zajęcia artystyczne i iść do szkoły po młodą.
Nareszcie
koniec. Myślałam, że tam umrę. Dostałam 6 za wykonanie piosenki Demi, na
dodatek wielki aplauz, wszyscy którzy byli w sali wstawali i bili mi brawo. To
było cudowne. Poczułam się doceniona, bynajmniej tutaj w szkole ktoś mnie
doceniał. Rodzice zawsze powtarzali, że to są bzdury. Za to ich nienawidziłam,
ale to był tylko jeden z nielicznych powodów. Stałam pod szkoła Carrie od 10
minut, ale ona nie wychodziła, więc weszłam do środka. Moją uwagę przykuł fakt,
że moja siostra siedziała na kolanach chłopaka w czerwonych spodniach, to na
pewno był Louis. Nie wiedziałam czy mam podejść, czy stać tutaj jak idiotka,
wiec wybrałam pierwszy wariant. Podeszłam do nich,a jak moja siostra mnie
zobaczyła, to zeskoczyła zwinnie z kolan Louisa, podbiegła do mnie i pociągnęła
za rękę w stronę bruneta.
gdy na niego spojrzałam moje serco zaczęło szybciej bić, czułam, że się czerwienie. nie zamieniłam z nim żadnego słowa, ale jak zobaczyłam z jakim uczuciem patrzy na moją młodszą siostrę, wiedziałam że to nie jest nasze ostatnie spotkanie. Carrie wyrwała się do niego, a on złapał ją w swoje silne ramiona. wyglądali jak ojciec z córką. moja siostra się uśmiechała, szczerze się uśmiechała, więc zrobiłam to samo. posłałam brunetowi najładniejszy z moich uśmiechów, a on go odwzajemnił.Chlo, wracaj na ziemię, przecież on jest sławny, nie spojrzałby na Ciebie w ten sposób.
gdy na niego spojrzałam moje serco zaczęło szybciej bić, czułam, że się czerwienie. nie zamieniłam z nim żadnego słowa, ale jak zobaczyłam z jakim uczuciem patrzy na moją młodszą siostrę, wiedziałam że to nie jest nasze ostatnie spotkanie. Carrie wyrwała się do niego, a on złapał ją w swoje silne ramiona. wyglądali jak ojciec z córką. moja siostra się uśmiechała, szczerze się uśmiechała, więc zrobiłam to samo. posłałam brunetowi najładniejszy z moich uśmiechów, a on go odwzajemnił.Chlo, wracaj na ziemię, przecież on jest sławny, nie spojrzałby na Ciebie w ten sposób.
Podeszłam
bliżej tej dwójki, pierwszy raz nie wiedziałam co mam zrobić. Jednak to ON
wyciągnął do mnie rękę. Odwzajemniłam uścisk. Jego oczy z bliska były jeszcze
ładniejsze, jego rysy twarzy były takie idealne. Miałam ochotę wyjąć rysownik i
zacząć rysować. Właśnie on był tego powodem. Nie rysowałam od 11 roku życia,
chociaż czasami zdarzało się coś nabazgrać, jednak on miał w sobie coś, co
chciałam uwiecznić na papierze, ale wyszłabym na totalną idiotkę, gdybym
zrobiła to teraz.
- Ty jesteś Chloe, prawda?
- Właściwie to Claudia, ale mówię do mnie Chloe.
- miło mi, jestem Louis.
- wiem jak masz na imię, gdybym nie wiedziała, to moja siostra by mnie zabiła.
wtedy się zaśmiał. ma piękne oczy, idealne rysy twarzy, a ten śmiech? boże,
jestem w niebie albo ten z góry zesłał na ziemię anioła.
- masz bardzo uroczą siostrę, nie odstępowała mnie dzisiaj na krok.
- jest bardzo wami zafascynowana, zdobyliście jej serce na samym początku
x-factora.
- och tak, pamiętam te czasy. Twoja siostra wkręciła mnie i moich przyjaciół w
dzień spędzony z nią, a że jest uroczym dzieckiem zgodziliśmy się, mam
nadzieję, że nie masz nam tego za złe?
- jeżeli moja siostra jest z wami szczęśliwa, a wy macie czas, to ja nie mam
nic do gadania.
- mam nadzieję, że spędzisz ten czas z wami?
- jeżeli mogę, to tak.
- oczywiście, że możesz, więc chodźmy.
- jakiś plan?
- Carrie chciała pokazać swój nowy pokój, więc..
- zgadzam się, więc chodźmy.
- samochód czeka na nas pod drugiem wejściem.
Kiwnęłam
głową i szłam obok chłopaka, który miał na rękach moją siostrę. Wyglądali tak
słodko, że w pewnej chwili ogarnęła mnie zadrość. Może to nienormalne, ale
nigdy nie spotkałam chłopaka, który jest sławny, a po mimo tego wyluzowany.
Louis otworzył drzwi mojej siostrze, a potem mnie. Wsiadłam, jednak się nie
odzywałam. Moja siostra ciągle podśpiewywała ich piosenekę What Makes You
Beautiul, w momencie, gdy jest solówka Harrego zauważyłam, że Louis mi się przygląda.
Zarumieniłam się, a on puścił mi oczko.
matko święta, nie rób tego. gdybyś mógł posiedzieć w mojej głowie, posłuchać co myślę, chyba miałbyś mnie za głupia. przecież żadna normalna dziewczyna, nie myśli o chłopaku, którego poznała kilka chwil temu. jednak to nie moja wina, że on jest inny niż wszyscy. widać po nim, że jest zmęczony sławą, ale nadal ma siłę do tego, aby się uśmiechać. chciałabym móc zbadać opuszkami palców jego zmęczoną twarz, chciałabym móc go dotknąć, tak po prostu. co się z Tobą dzieje Chloe?
Zatrzymaliśmy się pod naszym domem, na podjeździe stał jakiś srebrny van. Drzwi się otworzyły, a z nich wyskoczyła pozostała czwórka.
skoro jechaliśmy same z Louisem, to może to był jakiś znak, że chciał spędzić ze mną czas? jesteś głupia Chloe, ogarnij się, bo zaraz dostaniesz przy nich, przy nim palpitacji serca. wdech, wydech. jesteś normalna. Carrie podbiegła do chłopaka w loczkach i przybiła mu piąstkę. Szłam równo z Louisem, znowu nie wiedziałam jak mam się zachować. Każdy z nich się ze mną przywitał i mnie przytulił, widziałam, że Louis dziwnie się zachowywał, nie chciałam być gorsza, więc przytuliłam i go, skoro na przywitanie o tym zapomniałam.
gdy chwycił mnie w swoje ramiona poczułam się bezpiecznie. przez moje ciało przepłynęła pozytywna wibracja, jakbym tym ruchem Louis chciał mi coś przekazać. Nie odrywałam się od chłopaka kilka chwil, jednak chwila ta została zepsuta przez moją siostrę, która ciągnęła mnie za nogę.
Spojrzałam na nią przymrużonymi oczami, wyjęłam klucze z torby i otworzyłam drzwi. Wpuściłam wszystkich do domu, a sama weszłam na samym końcu, chciałam wyjść na osobę gościnną, którą w głębi duszy zawsze byłam, więc nie miałam się czego wstydzić. Jedyne dobro, które przyswoiłam po rodzicach.
matko święta, nie rób tego. gdybyś mógł posiedzieć w mojej głowie, posłuchać co myślę, chyba miałbyś mnie za głupia. przecież żadna normalna dziewczyna, nie myśli o chłopaku, którego poznała kilka chwil temu. jednak to nie moja wina, że on jest inny niż wszyscy. widać po nim, że jest zmęczony sławą, ale nadal ma siłę do tego, aby się uśmiechać. chciałabym móc zbadać opuszkami palców jego zmęczoną twarz, chciałabym móc go dotknąć, tak po prostu. co się z Tobą dzieje Chloe?
Zatrzymaliśmy się pod naszym domem, na podjeździe stał jakiś srebrny van. Drzwi się otworzyły, a z nich wyskoczyła pozostała czwórka.
skoro jechaliśmy same z Louisem, to może to był jakiś znak, że chciał spędzić ze mną czas? jesteś głupia Chloe, ogarnij się, bo zaraz dostaniesz przy nich, przy nim palpitacji serca. wdech, wydech. jesteś normalna. Carrie podbiegła do chłopaka w loczkach i przybiła mu piąstkę. Szłam równo z Louisem, znowu nie wiedziałam jak mam się zachować. Każdy z nich się ze mną przywitał i mnie przytulił, widziałam, że Louis dziwnie się zachowywał, nie chciałam być gorsza, więc przytuliłam i go, skoro na przywitanie o tym zapomniałam.
gdy chwycił mnie w swoje ramiona poczułam się bezpiecznie. przez moje ciało przepłynęła pozytywna wibracja, jakbym tym ruchem Louis chciał mi coś przekazać. Nie odrywałam się od chłopaka kilka chwil, jednak chwila ta została zepsuta przez moją siostrę, która ciągnęła mnie za nogę.
Spojrzałam na nią przymrużonymi oczami, wyjęłam klucze z torby i otworzyłam drzwi. Wpuściłam wszystkich do domu, a sama weszłam na samym końcu, chciałam wyjść na osobę gościnną, którą w głębi duszy zawsze byłam, więc nie miałam się czego wstydzić. Jedyne dobro, które przyswoiłam po rodzicach.
- jesteście głodni, chcecie coś do picia?
- ja jes..
- Niall, nie jesteś u siebie. Opanuj się.
- Chloe sama się zapytała czy jesteśMY, My a nie ona, więc chyba mogę, tak?
- ughhh.. już dobrze, dobrze. spokojnie. tam jest lodówka, jest pełna. słodycze
są w szafce pod telewizorem, a ja Was na chwilę przeproszę i pójdę zanieść
torbę i plecak Carrie na górę.
- pomogę Ci.
- jeśli chcesz.
Louis wziął ode mnie plecak Carrie z motywem Hello Kitty, muszę przyznać, że
nawet z rózowym kotem na plecach wyglądał bardzo pociągająco. Jednak o czym ja
myślę. Szłam za chłopakiem, gdy byliśmy u szczytu schodów, zastanawiał się
dokąd miał iść. Jego twarz była zamyślona i zrobił przy tym słodką minę, cicho
się zaśmiałam, wyminęłam go i otworzyłam drzwi od pokoju Carrie, a sama poszłam
do pokoju obok. Torbę położyłam na łóżku, chciałam wychodzić, ale zderzyłam się
z Louisem.
- czyli to jest Twoje małe królestwo?
- dokładnie tak.
- rysujesz?
- rysowałam, kiedyś. już dawno tego nie robiłam.
- może kiedyś narysujesz mnie?
chyba czytasz mi w myślach Louieh.
- może kiedyś tak, zobaczymy. idziemy na dół?
- mogę Cię o coś zapytać?
- jasne. pytaj.
- Carrie wspominała o waszych rodzicach, ale..
- zapewne chcesz wiedzieć co się stało?
- jeżeli nie chcesz o tym mówić, to zrozumiem..
- sama nie wiem jak mam to ująć w słowa. moi rodzice, oni żyją, chyba. sama nie
wiem. nie mam z nimi kontaktu od równych dziewięciu miesięcy. zostawili mnie i
moją siostrę w dniu moich osiemnastych urodzin, zostawili tylko list, że nie
mogli tak dalej. odeszli tak po prostu. ja już straciłam nadzieję na to, że
wrócą, ale Carrie codziennie siedzi w oknie i na nich czeka, myśli, że wrócą.
znienawidziłam ich, tak bardzo, że dla mnie mogę już nie istnieć. Nauczyłam się
żyć bez nich, czasami jest trudno. Straciłam przez to wszystko wielu znajomych,
zaraz stracę przyjaciółkę, ale dobro mojej siostry jest dla mnie najważniejsze.
w tym momencie się rozpłakałam, nie chciałam, ale uczucia wzięły górę.. a
on? on mnie mocno przytulił, a ja mu płakałam w koszulkę. zanosiłam się wręcz
płaczę, dusiłam własnymi łzami, to tak bardzo bolało, a ja nigdy nie zastąpię
Carrie rodziców, choćbym nie wiem jak się starała, to nie ich nie zastąpię.
- Chloe, wiem że nie znamy się zaspecjalnie długo, ale możesz na nas
liczyć. Zawsze. Zostawię na siebie namiary, będziesz mogła dzwonić w każdej
chwili, jak będziesz chciała porozmawiać to rzucam wszystko i jestem, bo wiem
że przyda Ci się obecność drugiej osoby.
- Louis prawie się nie znamy, a Ty już o mnie dużo wiesz. Zdobyłeś serce mojej
siostry, ale także moje zaufanie. Nie zawiedź mnie, proszę.
- obiecuję Ci to, a teraz przemyj twarz zimną wodą i idziemy do nich na dół.
Jak
minęła reszta dnia? Bardzo pozytywnie. Mojej siostrze uśmiech nie schodził z
twarzy, przechodziła z rąk do rąk, a co ze mną? Cały czas rozmawiałam z Louisem,
dużo się o nim dowiedziałam. Jego uśmiech powodował, że moje smutki odchodziły
w dal. Czułam się przy nim bardzo bezpiecznie. Jeszcze nigdy nie czułam czegoś
takiego, miałam wrażenie, że znam go od dawna. Najważniejsze było to, że Carrie
się uśmiechała cały boży dzień. Kolejne zapowiadały się ponownie, znalazła
sobie niańki, więc może ja znalażłam swoją? Oczywiście mam na myśli Louisa,
tego Louisa Tomlinsona. Zdarzyło mi się kilka razy uszczypnięcie w rękę, bo nie
mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
Wiem że ten rozdział to totalna klapa, poniosłam porażkę już w pierwszym rozdziale, PRZEPRASZAM.
Dodaję z dedykacją dla Agaty <3 która we mnie wierzy, mam nadzieję, że Cie nie zawiodłam. *-*
MATKO! kocham Cię! ♥ wspaniały i nie, nie zawiodłaś mnie :3 + dziękuję za dedykację :D
OdpowiedzUsuńświetny ! już Ci na fejsie pisałam. Ja chce juz kolejny <3 nooo , nie mów ,że musze dłuuugooo czekać ! :) x
OdpowiedzUsuńSZYBKO NASTĘPNY ! *_* booże to jest świetne <3
OdpowiedzUsuńdodawaj szybko następny nie mogę się doczekać! :)
OdpowiedzUsuń